niedziela, 14 czerwca 2015

"Bądź Odważna"

Rozdział 1

 Rozdział 1...."Bądź odważna."


-Emila! Do mnie natychmiast!- Wrzasnęła moja matka z mojego pokoju.
-Już idę, chwila!- Odpowiedziałam, po czym wolnym krokiem poszłam na górę. Zobaczyłam mój pokój w bałaganie, pewnie moja siostra tu była. 
-Co te rzeczy robią na podłodze?!- powiedziała, prawie krzycząc. 
-Mamo, optymista by raczej się cieszył, że grawitacja działa... A poza tym, to jest jedynie jedna bluzka. Nie 5, tylko 1.- powiedziałam spokojnym głosem,
-Nie pyskuj!- wrzasnęła. Taaa, wolę się nie odzywać bo znowu oberwę...

A tak od początku, to mam na imię Emila Król. Mam 15 lat, i mieszkam w Anglii od 10 roku życia. Podobno, miało tu być lepiej niż w Polsce, kiedy nie było na nic pieniędzy. Mieszkam z mamą, siostrą i Rafałem, moim ojczymem. Przeprowadziliśmy się z mamą do niego, kiedy miałam 7 lat po tym, jak tata bił mamę. Była w tragicznym stanie, nie dziwię się jej że chciała się wyprowadzić. Ja jeżdżę do niego co 3 miesiące, ale się bardzo zmienił. 
W szkole, nie mam przyjaciółek, tylko znajomych. Taaak, przyjaciółmi tego nie da się nazwać. Co innego poza domem. Mam tu swoich 3 najbliższych przyjaciół.  Dawida, Kaśkę i Krzyśka. 
Po dwóch godzinach rysowania i słuchania muzyki, poszłam spać. Byłam zmęczona, mało śpię... Zgasiłam światło, znowu to samo... Moja paranoja. Ciągle mi się wydaje, że coś w te ciemności jest, i że się na mnie patrzy... Zza okna, w szafie itp... Powiedziałam mamie, że to tylko wyobraźnia... Mam nadzieję, że ma rację, bo to zaczyna być wkurzające ciągle patrzenie dookoła pokoju w poszukiwaniu czegoś, co nie istnieje. To się zaczęło 1 rok temu, kiedy zmarł mój dziadek. Owszem, znałam go ale zbytnio nie pamiętałam...Zamknęłam oczy  i zapadłam w głęboki sen... 
Obudziłam się dopiero o 7, parę minut przed budzikiem. Jak zawsze, weszłam na Facebooka. 3 wiadomości... 1 od Bartka i 2 od Kaśki. 
Bartek to mój przyjaciel z miasta, w którym mieszka mój tata. Przyjaźnimy się, i dokuczamy sobie  często. Myślę, że jesteśmy ze sobą najbliżej niż pozostała czwórka , Ala i Piotrek jego rodzeństwo, Adrian i Martyna. Bartek jest przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany, czarne włosy i niebieskie oczy. Za to Piotrek i Ala, którzy są bliźniakami, w ogóle do Bartka są nie podobni. Mają jasne włosy i młodsi. Adrian, jest też ładny, ale nie to samo co Bartek. Adrian ma włosy ciemno brązowe i czarne oczy. Za to ma bardziej chamski charakter... Martyna nie jest ładną osobą; ma długie brązowe włosy, i typową cerę nastolatki;wszędzie krosty. Często zachowuje się jak dziecko. Tak sobie ją lubię, no ale cóż, da się przeżyć.
Chciałabym jeździć częściej tam do Piotrkowa, ale nie mamy aż tak dużo pieniędzy. 
Zaczynam się powoli ubierać w mundurek, czyli: biała koszulka z kołnierzykiem, krawat, marynarka, spódniczka, rajtuzy... Makijaż i mycie się mi długo nie zajmuje. Nie jestem tapeciarą, zakładam jedynie lekki  makijaż..
Wychodzę z domu, bez śniadania jak zwykle. Nikt jeszcze nie wstał, więc nic nie mówię.  Idę na przystanek. Do szkoły mam 10 km, więc jeździmy autobusem. Idę z dala od innych, bo nie chcę z nikim gadać. Autobus przyjechał, więc jadę...

Siedzę już w klasie, na angielskim. Nienawidzę tego przedmiotu, ani nauczycielki. Egoistyczna, wredna małpa. 
-Emilia 'kluuhl'- powiedziała, i jak zwykle źle wypowiada moje imię. Zawsze Emilia piszą 'Amelia' o nazwisku nie wspominając...
-Czy naprawdę tak długo pani zajmie, żeby poprawnie wymawiać moje imię i nazwisko? Ja się tego języka uczyłam przez 4 lata, i mówię dobrze, a dla pani to jest takie trudne?!- nawijałam po angielsku, prawie krzycząc.
 Nikt w klasie nic nie mówił, wszyscy czekali na jej odpowiedź.Wszyscy przyzwyczaili się, że jestem z reguły spokojna, ale jak coś powiem to pewnie będzie ostro.  Ona się popatrzyła na mnie zabójczym wzrokiem, i kazała wyjść z klasy. Ok, wyszłam, trzaskając drzwiami najmocniej jak się da. Po jakichś 10 minutach przyszła, i coś tam gadała, ale ja jej w ogóle nie słuchałam, po czym wróciłam do klasy... Jakoś przeżyłam resztę dnia,  i wróciłam do domu. Na mnie czekał obiad, ale nic nie zjadłam, nie byłam głodna. 
Przebrałam się, założyłam bluzę, dresy trampki i poszłam pobiegać. 
Jak zwykle, moją trasą, przez las obok naszego domu, a później na ścieżkę rowerową. Kiedy byłam w połowie drogi, zauważyłam jakiegoś chłopaka... Był bardzo przystojny... Szatyn. Dziwne, nigdy go nie widziałam w tych okolicach.Biegłam, i parę metrów przed nim upuściłam butelkę, która powędrowała w prost przed jego nogi... Załamka, dlaczego akurat teraz?! Boże, ale ja jestem niezdarą...Podał mi ją, zagadał i gdy już miał iść, spytałam czy jest Polakiem. Nie wiem dlaczego, ale to było bardzo spontaniczne. Wydawało mi się, że ma taki polski akcent i okazało się, że jest Polakiem, ma na imię Robert,  przyjechał do Anglii 1 tydzień temu i przyszedł zobaczyć okolicę. On też 15 lat, choć wygląda na starszego. Pobiegliśmy w stronę mojego domu, i rozmawialiśmy o wszystkim. Nigdy nie sądziłam że przed kimś się tak bardzo otworzę w zaledwie parę godzin. Polubiłam go. Był miły, przystojny i miał idealny charakter. Kiedy wróciłam do domu, zaczęłam o  nim myśleć, wmawiałam sobie, że to tylko kolega, ale z dziwnych powodów, zależało mi na nim...


_________________________________________________________________________________

Hej, dopiero zaczynam, ale mam nadzieję że Wam się to podoba. Przepraszam za ewentualne błędy ortograficzne, lecz nie byłam na lekcji j. Polskiego przez około 5 lat. :D
Piszcie w komentarzach + i - , jeśli ktoś w ogóle to czyta xD ;* 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.